Monday, October 6, 2008, 09:29 AM
trzecia wizyta w konsulacie, wizy nie ma, bedzie w srode, inshalla, hehkolejna wizyta w parku, tam dobrzy ludzie i niegrozni szalency
na deser smazona na grillu watrobka, 8 kijkow za 60 afganii
a potem odbylem dluga rozmowe z ahmadem, o afganistanie, o tym, ze koran mowi o dwoch wiezach, ktore mialy runac, o tym, ze trzy miesiace temu na niebie pojawil sie massud i widzialy go setki ludzi, w tym on, i o tym, ze niekoniecznie massuda zgladzila al-kaida, bo rownie dobrze mogli zrobic to amerykanie. kazdy kraj ma jakis tam spisek w glowie, nie?
czekam dalej, laze i krece sie z wariatami...
Saturday, October 4, 2008, 09:05 AM
wycieczka jak widac udana, poza jedna mala dziura w nodze, ktora to drut kolczasty otaczajacy to badziewie mi wyrzadzil, zyje i mam sie dobrze...
popoludnie spedzilem z chlopakami na kocu w parku, popijajac herbate z kardamonem i popalajac szisze. chlopcy byli tak mili dla strudzonego podroznika, ze wzieli go na koniec do swojej rikszy i zawiezli do centrum.
a jutro przejde sie do ogrodzonej murem ambasady iranskiej, podpytac co tam z moja wiza i pewnie na bazar jakichs szmat nakupic. czy nie?
Friday, October 3, 2008, 11:57 PM
alojak ktos nie kupil gazety to tu jest tekst w heracie napisany do poczytania::: Afganistan: tu caly czas trwa wojna
poza tym to rozleniwilem sie strasznie. wszystkie ksiazki mi sie pokonczyly, wiec w oparach dymu czytam raz jeszcze "w drodze", coby przyszloroczna trase, czy tez raczej jej dobry amerykansko-meksykanski poczatek, wbic na pamiec do glowy. lapiesz sie wen na to??? :D
w poniedzialek moze bedzie wiza, inshalla... wtedy pakuje manatki i znowu w droge, co mi dobrze zrobi, bo ilez mozna siedziec na dupie, heheh... aczkolwiek nie narzekam, calkiem przyjemnie sie tu porobilo, no ale to jakas dluzsza historie moze kiedys napisze na ten temat. poki co trza uderzyc na miasto. dzisiaj kwadrat polnocno-wschodni, gdzie wielkie cmentarzysko czolgow i transporterow opancerzonych. taki lokalny koloryt...
zdrowia.
Thursday, October 2, 2008, 09:37 AM
dzisiaj, jakos kolo 17.skonczylem bata w parku, mamy tu taki w centrum wcisniety pomiedzy dwie nitki glownej ulicy przecinajacej miasto ze wschodu na zachod. dostalem caly czajnik herbaty za dyszke. mila restauracja w samym srodku, obok fontanny.
strzelali dzisiaj do mnie. zapuscilem sie w jakas dziwna ulice, gdzie konczy sie herat. na mapie wije sie ona waska nitka i nagle urywa ni stad, ni zowad. po kilkudziesieciu metrach od ostatniego skrzyzowania konczy sie asfalt, zostaja kamienie i chmary kurzu unoszacego sie w powietrzu. wszedzie jest. osadza sie gruba warstwa na zaparkowanych na poboczu samochodach, pokrywa krowie lby lezace na brudnej ceracie pod wystawionym na ulice stolem rzeznika.
w knajpie, w ktorej siedze jest natomiast telewizor. pokazuja plaze i morze i serferow bujajacych sie na falach. jest scena jak ustawione rzedem chlopaki przygotowuja sie do startu, coby wbiec na pelnym gazie do wody. widac same glowy, reszta ladnie oslonieta rozmazanym prostokatem. dziewczyn w bikini tym bardziej nie pokazuja. po piasku paraduja same glowki, heh...
na tej uliczce nikt nic nie mowi do bialasa, nikt nie zaczepia, nie krzyczy tego ich przeciagnietego haaa laar juuu. wszyscy tylko patrza, jedni niesmialo, tak ze niemal spuszczaja przy tym glowy, inni natarczywie, jakby chcieli powiedziec co tu robisz, spierdalaj. tylko dziadkow ciezko wyczaic. niby nie zwracaja uwagi, a caly czas wiedza co robisz.
masa policji dzisiaj na miescie. jezdza w tych swoich wielkich, zielonych pickupach, jeden za drugim. w kazdym stanowisko na karabin maszynowy. dziwna zaleznosc - ci co je obsluguja zazwyczj maja ciemne okulary i arafaty zawiazane na glowach jak harleyowcy. wyobrazcie sobie chlopakow z polskiej drogowki w bandanach na glowach, hhehehh...
wracajac do historii to tamta ulica przeszedlem z poltora kilometra, do cmentarza zaznaczonego na mapie. pstryknalem pare zdjec i odkrylem, ze cala rolke na agfie wypstrykalem na czasie b. potem zaczely wybuchac petardy, jedna, druga. tak zaczal sie czujny powrot czy tez odwrot raczej. potem padly strzaly. ledwo slyszalne, takie pykniecia, pyk, pyk, z tych ich zasranych plastikowych karabinow. zorientowalem sie, ze pykaja, jak mnie jeblo pod lopatke. to gowno jest na kulki. leca skubane kilkanascie metrow i jak dosiegna celu to czuc nawet, piecze jeszcze przez parenascie dobrych sekund.
piecze tez jak cie upieprzy w noge zmutowana mucha. slonce zachodzi, chlodniej sie zrobilo to wylazly suki i kasaja jak glupie. a te biedne chlopaki, ktore nie moga sobie normalnie dziewczyny poderwac, pstrykaja sobie spedalone zdjecia na tle fontanny. cyrk, normalnie...
takie to historie.
Tuesday, September 30, 2008, 11:56 AM

dzieciaki dzis z okazji swieta chyba pozamienialy latawce na karabiny...
...a pan zolnierz dzielnie stal na posterunku...
Tuesday, September 30, 2008, 04:57 AM
wirtualna polska pisze tak dzis:Przywódca talibów mułła Omar ogłosił, że gwarantuje bezpieczeństwo siłom międzynarodowym, jeśli zdecydują się wycofać z Afganistanu. Zagroził, że w przeciwnym razie grozi im klęska, jakiej doświadczyły wojska radzieckie w latach 80.
"Amerykanie mimo zaawansowanej technologii nie potrafili przewidzieć swojej przegranej, ale - z Bożą pomocą - codziennie otrzymują ciała swych żołnierzy i doświadczają ciężkich strat ludzkich, a także finansowych" - napisał mułła Omar w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej.
"Mówię najeźdźcom: jeśli opuścicie nasz kraj, gwarantujemy wam bezpieczeństwo. Lecz jeśli tego nie uczynicie, zostaniecie pokonani, jak przed wami Rosjanie" - ostrzegł.
Przywódca talibów ocenił ponadto, że Amerykanie i ich sojusznicy w ciągu siedmiu lat nie byli w stanie osiągnąć swoich celów. "I nie uda im się to, choćby próbowali nawet 100 lat" - dodał.
W swoim przesłaniu Omar złożył także życzenia w związku ze świętem Id al-Fitr kończącym ramadan, a rodzinom cywilnych ofiar bombardowań w Afganistanie przekazał kondolencje.
Mułła Omar, który ukrywa się od czasu amerykańskiej inwazji na Afganistan w 2001 roku, jest jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi na świecie, obok lidera Al-Kaidy Osamy bin Ladena.
*******
a tu swieto od rana, lazimy po domach, napchany jestem orzechami, pistacjami, slodkosciami wszelakimi, ide spac chyba...
Monday, September 29, 2008, 09:57 AM
ladny prezent przed chwila dostalem od kierownika walida wielkosci kciuka mniej wiecej. z pol paznokcia uskrobalem, oddalem sie degustacji, przychodzi. i jak? pyta, okej, mu mowie. spaliles wszystko? bo jutro mam dla ciebie podobny...poza tym jestesmy umowieni na osma. mam sie przebrac w te ich smieszne fatalaszki wygladajace jak pidzamy i idziemy swietowac. ramadan sie konczy, bedziem jesc i jesc wreszcie...
korzystajac z wczasow, niezliczonej ilosci wolnego czasu oraz dzieki nieograniczonym mozliwosciom mojego umyslu, heh, napisalem tez tekst o talibach i zyciu w heracie. bedzie w piatkowym magazynie, jakby ktos chcial sie zapoznac.
w telewizji juz leca wesole piosenki, wkrotce sie zacznie zabawa. zatem zdrowia.
ps. do kabulu nie pojechalem i nie pojade. nie ma takiej opcji raczej. kolo soboty powinienem miec wize iranska i zobaczymy co dalej.
Sunday, September 28, 2008, 09:16 AM
z cyklu dylematy w podrozy mala zagadka dla wszystkich czytajacych te slowa:kolezka, ktorego dzis uprowadzili w pakistanie jest z krosna, wiec wezcie mi powiedzcie jakie jest prawdopodobienstwo, ze w ciagu dwoch dni porwa dwoch kolesi z podkarpacia?
no?
Sunday, September 28, 2008, 03:25 AM
zamiesznie dzis na bazarze straszne, wszyscy kupuja i kupuja, jutro ostatni dzien ramadanu, pojutrze wielka uczta.
- stary, bedziemy jesc i jesc... - tak mi tu mowia w kolko.
ja tymczasem nie wiem co dalej. samolot do kabulu dopiero w piatek, wiec jak nie przestane byc rozsadny to tu zostane na zawsze, co mi sie nie widzi.
jakiegos inzyniera z polski porwali, tak?...
..........
no to, zeby bylo weselej, historia z wczoraj. tych chlopakow ze zdjecia ostatniego, to wyobrazcie sobie, ze bylo z pietnastu. biegali w kolko jak popaprancy, no to mysle, bedzie zabawa i krzycze do nich "wariaty!". i co? i nagle cala dzieciarnia biega w kolko i wrzeszczy na te swoje pietnascie geb umorusanych: WARIATYYYYY!!!
..........
to co? jedziemy dalej???
Next

Archiwum